Blog,  Ilczuk komentuje,  Ilczuk opowiada,  ilczuk pisze

Zepsułem się! Nie umiem pisać

Pewnie myślisz sobie, że tworzenie bloga jest proste. Może dla niektórych faktycznie jest, ale nie dla mnie. Wystarczyło kilka miesięcy, raptem piętnaście wpisów i stało się… zepsułem się! Jako racjonalny człowiek podjąłem próbę namierzenia błędu, który trzeba naprawić, żeby maszyna znowu ruszyła.

Wstępna diagnoza

Pytanie pierwsze: Czy nie umiem już składać zdań po polsku?

Odpowiedź: Zdaje się, że nadal potrafię.

Pytanie drugie: Czy nie wiem, o czym pisać?

Odpowiedź: W sumie dużo mam pomysłów.

Pytanie trzecie: Czy zniechęca mnie brak natychmiastowej sławy i zaproszeń do Dzień dobry TVN?

Odpowiedź: Nie no, mam to gdzieś.

Pytanie czwarte: Czy konstelacja gwiezdna wpłynęła na mój układ immunologiczny na tyle, że moje zainfekowane komórki uwolniły eikozanoidy i cytokiny doprowadzając pośrednio do abulii?

Odpowiedź: Dobra, zmyśliłem to, ale brzmi fajnie.

„Pomoc” poety

Po wstępnej diagnozie nie doszedłem do żadnego wstępnego wyjaśnienia problemu. Dlatego postanowiłem poradzić się mojego znajomego Arka. W końcu słyszałem, że jest poetą, więc powinien wiedzieć o co chodzi.

To jest tak, że to powoli rośnie w Twoim brzuchu. Na początku jest jak mała fasolka, a później powoli zapełnia jelita, żołądek, idzie ku górze. W końcu to wypluwasz. Szybko, inaczej ból i ciężar nigdy nie miną. Później patrzysz. Oto twoje dzieło. Wystarczy dodać tytuł, którego nikt nie zrozumie i pójść na hipsterskie spotkanie. Aaa, najlepiej będzie jak dodasz coś o dziwkach i koksie, to teraz modne, jak Bukowski, pewnie słyszałeś? No i w sumie tyle. Ja spadam. To powodzenia z blogiem.

Rozwiązanie

Tak szczerze, to myślałem, że ci poeci mają głębsze przemyślenia. Skoro Arek też nie pomógł, zacząłem drążyć głębiej i głębiej… W końcu jest! To przecież takie proste.

Akceptacja! Na siłę szukam akceptacji.

Jeden ja myśli: a napiszę coś lirycznego, w końcu tak to lubię.

Drugi ja myśli: łee, panie, to ma mało lajków i w sumie to pies z kulawą nogą się tym nie interesuje. No może rodzina i przyjaciele, ale to, żeby było mi miło. Podtrzymywanie przyjaznych relacji i takie tam.

A dlaczego szukam akceptacji? Bo obecnie całe nasze społeczeństwo jej szuka. Wstawiając na Instagrama najkorzystniejsze zdjęcie, wybrane z dwugodzinnej sesji z tytułem: z zaskoczenia bez make upu. Chwaląc się na jutjubie swoją super wycieczką do kraju, którego nazwę trudno wymówić. Wrzucając swoje super rekordy biegowy w hiper-ultra maratonach. I tak dalej.

Czy ta wiedza coś zmieni? Może przestanę myśleć o tym, czego nie powinienem, a zamiast tego – co po prostu bym chciał. Tobie też to polecam.

Jestem (ex)prawnikiem i (ex)poetą. Byłem w różnych miejscach, pisałem różne teksty. Będzie o przeszłości i przyszłości, prawdzie i kłamstwie. Jeśli chcesz, to napiszę też coś dla Ciebie.

2 komentarze

  • Madka roku

    Och, najgorzej z tym poszukiwaniem akceptacji! Ja bloga traktuję trochę jako takie wprawki językowe. I zwykle nie jestem zbyt zadowolona z tego, co napiszę. A z drugiej strony – jestem ciekawa opinii innych i jak wszyscy spragniona odbiorców. Zatem podstawiam moje „dzieło” pod facebookowe nosy, podskakuję i merdam ogonkiem zachęcając do czytania gdzie się da, a równocześnie mam poczucie, że po co ja w sumie ludzi moimi wypocinami męczę… Chyba rację mieli ci, co mówili, żeby pisać dla siebie, bez oglądania się na reakcję innych. Tylko czy w dobie lajków to jeszcze możliwe?

    • Bartek Ilczuk

      Właśnie w tym problem, że nawet, gdy mówimy sobie, że nie obchodzi nas zainteresowanie innych osób, albo że robimy to głównie dla siebie, to i tak rozglądamy się za lajkami. No i w naszym przypadku z lekką zazdrością spoglądamy na popularnych blogerów, którzy zbierają tysiące reakcji. W pisaniu ważny jest odbiorca, a wszystkie teksty do szuflady mogą mieć najwyżej wartość terapeutyczną. Myślę, że po prostu ważne jest, żeby znaleźć balans i tworzyć to, co się lubi, a przy okazji dbać jak najbardziej o wszystkich zainteresowanych naszą twórczością 🙂 Dziękuję za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook