freelancer
Blog,  Ilczuk komentuje,  Ilczuk opowiada,  ilczuk pisze

O zaletach i wadach freelancingu. No dobra, tylko o zaletach*

Nigdy nie spóźniasz się do pracy

Ludzi można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza, to osoby, które ustawiają trzysta pięćdziesiąt osiem budzików od trzeciej w nocy do siódmej nad ranem, a i tak wstają z ostatnim. Czasami nawet to nie pomaga, więc budzą się sami z siebie pół godziny później i w szaleńczej pogoni pędzą do pracy. Druga grupa nastawia jeden budzik zostawiając sobie najczęściej jakieś 3 minuty do wyjścia z domu. Wraz z pierwszym tonem (po jednej nutce jak u Roberta Jankowskiego) ustawionej melodii wstają jak z procy. Ja należę do tej drugiej grupy.

A w sumie to… należałem kiedyś. Freelancer przecież nie musi podrywać tyłka jak poparzony. Gdy budzik wybrzmiewa, spokojnie wysłuchuję pięknej porannej melodii. Chwilę później przeciągam się leniwie i podejmuję egzystencjalną rozmowę wewnętrzną na temat tego, czy chce mi się ubierać i iść do biura (tak, chodzi mi o to biurko z komputerem oddalone jakieś 5 metrów od łóżka w linii prostej), czy może popracuję w łóżku przy laptopie.

Szef nie opieprzy Cię za pierdolety

Jest wszystko fajnie, masz całkiem przyzwoity humor i chyba nawet słońce wpada przez to małe okienko oddalone o 2 kilometry od Twojego biurka. A tu nagle musi przyjść przełożony i powiedzieć, że w tym tam dokumencie, co to robiłeś trzy tygodnie temu po godzinach, to nie zgadza się trzecie słowo od końca szesnastej strony i ogólnie to co to za gówno mu oddałeś. Klient narzeka i w ogóle przeżywa jakieś tam bóle egzystencjalne, więc warto powiedzieć, że to taki mój niedorobiony pracownik zawalił sprawę. No i dlatego masz to dzisiaj poprawić. W sumie trudno, że już jest 17 i wykupiłeś bilety do kina. Ma być zrobione. W końcu ZA COŚ CI PŁACĄ!

Spotykasz się może z taką sytuacją? Bo ja nie. Dryfuję sobie dostojnie przez dzień jak kra lodowcowa. Sam wyznaczam kierunek podróży. Wiem, że zawsze ktoś tam zapyta, czy na pewno nie zboczyłem z wyznaczonej trasy, ale w porównaniu do świdrujących oczu przełożonych, to tak jakby zestawić zaniepokojoną chihuahuę z rozdrażnionym pitbullem.

Nikt nie gada nad uchem o idealnym podkładzie, albo tym jak się nawalił na mieście

Nie no, czasami to fajnie mieć znajomych z pracy. Ale wiesz jak to jest, gdy tak bardzo chce się dopisać jeszcze trzy zdania, by domknąć jakąś wielką pracę i wysłać do szefa, a w tym momencie akurat koleżanka z pracy musi nadawać jak nakręcona o przewadze paznokci akrylowych nad hybrydowymi. Tak mija minuta, godzina, cały dzień, a później okazuje się, że jesteś blisko emerytury i zamiast awansować i dorobić się fortuny, to jesteś ekspertem od permanentnego makijażu i sadzonek ogrodowych.

Pracując w domu nie przeszkadza Ci nikt ani nic. No chyba że mówimy o dorabiającej mamie na macierzyńskim, ale nie mam z taką nic wspólnego. Niby i czasem fajnie się do kogoś odezwać, ale co tam, można puścić film na jutjubie i udawać, że się prowadzi rozmowę. I w sumie po co komu znajomi, z domu trzeba by było wyjść i dresy zmienić na jakieś porządne spodnie. Nie opłaca się i tyle.

Możesz pracować dzisiaj w Sosnowcu, a jutro w Luandzie

WŁAŚNIE TAK! Nic Cię nie ogranicza (no może trochę internet i pieniądze). Nie musisz połowy życia spędzać w tym samym boksie, gdzieś w biurowcu pomiędzy setkami innych smutnych, szarych budynków. Freelancer może z dnia na dzień rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, a jednocześnie nie stracić pracy. Fajnie?

*No ok, trochę naściemniałem powyżej.

Ale tak na poważnie:

freelancing – polecam, 9/10.

Bartłomiej Ilczuk

Jestem (ex)prawnikiem i (ex)poetą. Byłem w różnych miejscach, pisałem różne teksty. Będzie o przeszłości i przyszłości, prawdzie i kłamstwie. Jeśli chcesz, to napiszę też coś dla Ciebie.

2 komentarze

  • Madka roku

    Dla mnie idealnie sprawdza się system pół na pół. Czyli praca na pół etatu, co oznacza możliwość wymienienia myśli z różnymi osobami dookoła i podtrzymywanie relacji społecznych (nic to, że w 90% z osobami poniżej 5 roku życia), a oprócz tego freelancowanie się w wolnych chwilach. To znaczy wtedy, kiedy dzieci nie wróciły jeszcze z placówek, a garnki w zlewie nie obrosly na zielono. Nie wiem, czy bym wytrzymała pracę tylko z domu. Ponoć zapuszcza się wtedy brodę i chodzi cały dzień w szlafroku?

  • Bartek Ilczuk

    Brzmi jak dobry plan, ale myślę, że praca pół na pół jest rzadziej spotykana i trzeba mieć akurat taką możliwość. Ja na razie jestem bardzo zadowolony z pracy zdalnej, ale możliwe, że w przyszłości zmienię zdanie i będę chciał z powrotem wrócić do cywilizacji. Co do brody to nie wiem, bo jest wiecznie zapuszczona (mniej lub bardziej), a szlafroka nie posiadam. Ale dresy jak najbardziej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook