zakaz-wejscia-do-restauracji-z-dziecmi
Ilczuk komentuje,  ilczuk pisze

Dlaczego zakaz wejścia do restauracji z dziećmi jest spoko?

Zastanawiałem się chwilę, czy przypadkiem po tym wpisie nie znienawidzą mnie wszystkie matki, przyszłe matki i kilku ojców. Ale później przypomniało mi się, że nikt z moich znajomych nie ma dzieci, więc poczułem się bezpieczniej. A przecież nie czyta mnie prawie nikt oprócz znajomych. Zresztą trudno się temu dziwić 😀 A jeśli już znam jakieś matki, to są spoko, więc presja całkiem się ulotniła.

Później uświadomiłem sobie, że problem w sumie sięga dużo głębiej i nie warto skupiać się na jednej grupie społecznej. No i przecież ja nie mam nic do matek! Do dzieci w sumie też, tak ogólnie. Szczególnie jak są daleko i ich nie widzę. I nie słyszę. A w sumie niektóre dzieciaki są spoko. Tak mówię, żebyście mnie nie dojechali na ulicy jak Filip Chajzer swojego hejtera Tak słyszałem. Ale dobra, przynajmniej tytuł jest „kontrowersyjny” i rzuca się w oczy.

O co w sumie chodzi?

No właśnie, o co chodzi w całym tym zamieszaniu? Ścierają się ze sobą dwie siły w internecie:

  • Młodzi, samotni, smutni ludzie, którzy pragną spokoju w niektórych lokalach, do których chodzą. Najczęściej są to względnie młode, bezdzietne pary, które na słowo dziecko odpowiadają jeszcze wymownym bleh. Czasami włączają się już bananowe dzieci, które rozbijają się po restauracjach za hajs rodziców. Do grupy zaliczyłbym też młodych potentatów krawatowych, którzy ustalają w drogich lokalach warunki wejścia z towarem do Lidla. W końcu można zaliczyć tutaj też rodziców (sic!), którzy mogą i uwielbiają oddawać dzieci dziadkom, oddając się później bez pamięci wszelkim uciechom życia.
  • Druga grupa to duża społeczność spojona silną więzią i wspólną misją odpowiedniego wychowania bombelków. Uaktywnia się często w porannych godzinach na fejsbuku. Znana jest z podwójnych kont, typu „Basia i Marek Malinowscy”. Nigdy nie wiesz, czy pisze Basia, czy Marek, ale wiesz jedno: niewpuszczenie skarbka do restauracji będzie związane z falą nienawiści na wszelkich kontach społecznościowych restauracji. Czas na pisanie komentarzy znajdzie się nawet pomiędzy przewijaniem a drugim karmieniem. Niech każdy się dowie, gdzie stopa Malinowskich nigdy nie postanie!

Od razu widać, że siły nie są równe. Samotnicy i młodzi biznesmeni tłamszeni są bez pamięci przez rodziców o podwójnej tożsamości. Może dlatego lokale boją się zmian?

Dlaczego taka dyskusja nie powinna mieć miejsca?

Pomijam tutaj wszelkie argumenty przemawiające za tym, że posiłek w restauracji lepiej spożywa się we względnym spokoju i ciszy. Wiem, że obie strony na pewno mają swoje celne spostrzeżenia, wypracowane podczas nieskończonych dyskusji fejsbukowych.

Problem jaki tutaj widzę to pewna nieścisłość. Restauracje to bez wątpienia lokale prywatne. Zostały założone przez ludzi, którzy zainwestowali w nie pieniądze. Wybrali model biznesowy, menu, kucharza, wystrój. Czy nie powinniśmy dać im pełnej możliwości wyboru, kogo chcą u siebie gościć?

Czy nie mogą oni zdecydować, że będą wpuszczać do siebie jedynie brunetów powyżej 185 cm wzrostu i 34 lat, ale tylko od 12:30 do 15? Czy nie można otworzyć restauracji tylko dla kobiet?

Właśnie dlatego uważam, odkładając na bok już swoje własne argumenty, że zakaz wejścia do lokalu z dziećmi jest spoko. A jak kiedyś powstanie zakaz wejścia dla słabych blogerów? No trudno, poszukam sobie innego miejsca, a decyzję uszanuję w ciszy.

Jestem (ex)prawnikiem i (ex)poetą. Byłem w różnych miejscach, pisałem różne teksty. Będzie o przeszłości i przyszłości, prawdzie i kłamstwie. Jeśli chcesz, to napiszę też coś dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook